wtorek, 19 kwietnia 2011

that split the night

and touched the sound of silence.

 

 

 

nigdy sie z tym nie pogodze. nie chce tego robic. najbardziej niepojęta dla mnie rzecz, kiedy ktos po prostu znika I juz nigdy  mam nie zobaczyc jak usmiecha sie do mnie I sprawia ze jestem bardziej bezpieczna na tym swiecie. zacisniete gardlo boli, ale ten bol jest niczym przy egzystencjalnym braku świadomości. zakrywanie ust z zalu to nie jest przyjemna rzecz. I strach przed utrata tego co najdrozsze w twoim swiecie, przed zanikaniem obrazów. nigdy sobie tego nie wybacze I nie wiem czy wybaczysz mi ty… zjada mnie to od srodka I zaciska na gardle petle coraz mocniej, zwilza oczy I moge tylko bic sie w piers ze w swym paradoksalnie zabieganym zyciu nie znalazlam tych kilku chwil wiecej. rozstania sa mentalnie najtrudniejsze lecz nigdy nie bede potrafila sie pozegnac. nigdy. nie odchodzi sie tak po prostu, trzeba wymyslic odpowiedni plan lecz nie wolno go zdradzac osobom wspolzaangazowanym. najbardziej samotny człowiek wśrod ludzi. cokolwiek zechcesz zrobie ale czy nie zawiode? to cholerne pytanie bedzie teraz moim katem sumienia.

jakby nic nie zostalo zmienione : ubrania leki pieniadze dokumenty. jednak juz wlasciciel nie wróci. zostawil swego kota w pustce. w braku czasoprzestrzeni

nie powiem ci nic choc krzyk sam cisnie sie do ust. czuje sie jak zaszczute zwierzę zredukowane o najwazniejsze jednostki I czasteczki.

lecz nie chce zarazic cie moim strachem

tak bardzo sie boje

daj mi troche swojej sily..

moze to juz ostatni raz? dopóki starczy odwagi…

I wciaż trudno mi w to uwierzyc, uważam to za wytwór mojej chorej wyobraźni

 

 

nagle okazuje sie ze na świecie jest zbyt mało tlenu abym cokolwiek mogła

sobota, 16 kwietnia 2011

sleep 12 hours, suffer next 12, maybe rest of life

niby nic nie zmienione, a jednak pozamieniane
nic juz nie bedzie tak samo. nic

jak mogłaś...

wtorek, 12 kwietnia 2011

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.

 

nie mam nic do powiedzenia

niedziela, 10 kwietnia 2011